Antigua i Barbuda – St.Kitts & Nevis – Dominika

Kto tego nie lubi? Parę dni tu, parę dni tam. Każda wyspa inna, każda cudnej urody, na każdą chce się wrócić. Karaiby to raj dla wiercipiętów 🙂
Ale to także raj dla tych spragnionych porządnego wypoczynku. Opowiem Wam o paru wyspach, bo myślę, że wiele osób ma dość mylne wrażenia myśląc o Karaibach.

ANTIGUA i BARBUDA

Antigua jest dobrze skomunikowana ze światem, można tu przylecieć i ze Stanów Zjednoczonych i z paru miast Europy. Państwo leży niedaleko znacznie większej Gwadelupy i należy do archipelagu Małych Antyli. Jest niepodległe od 1981 roku, aczkolwiek należy do Wspólnoty Narodów i jego głową jest Królowa Brytyjska (to zdanie będzie się wielokrotnie powtarzać w tym wpisie 🙂 ).
Byłam tylko na jednej z dwóch wysp, które tworzą to państwo, na Antigui właśnie.
Wyspa Antigua ma kształt hibiskusa 🙂 – sami zobaczcie:

Tak, w każdym razie, mi się od razu skojarzyła.
To co najbardziej mnie urzekło, to mocno poszarpana linia brzegowa, więc małych plaż, zatoczek, widoków z wysokich klifów, portów, a w zasadzie porcików jest tu dużo. Przylecieliśmy na lotnisko V.C. Bird’a – pierwszego premiera niepodległej Antigui. To nazwisko bardzo mi się spodobało w odniesieniu do lotniska. Zresztą Pan Bird jest wysoko ceniony na wyspie, a jego pomnik od razu rzuca się w oczy 🙂

Cóż robić na tak maleńkiej wysepce, którą swobodnie można objechać w ok 2,5 godziny robiąc ok 100 km :), gdyż jej powierzchnia to zaledwie 280 km²?
Na pierwszy rzut robimy właśnie to, czyli małe wyspy staramy się objechać, tak aby wiedzieć , gdzie jest ładnie, gdzie jest urokliwa zatoczka, które miasteczko warto ponownie odwiedzić, na którą plażę pojechać.

Antigua, jak już wspomniałam, jest bardzo urozmaicona. Mówi się, że ma tyle plaż ile jest dni w roku! Nie wiem, nie liczyłam, ale faktycznie jest ich dużo.
Niewątpliwie warto zajrzeć do Saint John’s stolicy państwa. Od razu wiadomo, że to spokojne, lekko zapyziałe (jak prawie całe Karaiby 🙂 ) miasto, gdzie czas zatrzymuje się w miejscu. Dlaczego napisałam, zatrzymuje, a nie zatrzymał? Odpowiedź jest prosta, w okresie, kiedy do portów Karaibskich wysp zaglądają statki wycieczkowe z kilu tysiącami osób na pokładzie miasto i cała wyspa żyje pełnią życia, natomiast poza sezonem (od maja do października) na wyspach jest cicho i spokojnie. Miasteczka sprawiają wrażenie lekko wymarłych, a rozbudowane strefy bezcłowe, które towarzyszą każdemu portowi, są w 99% pozamykane.

Poniżej wrzucam parę widoczków, bo są naprawdę piękne. Najbardziej podobała mi się południowa cześć wyspy z English Harbour, zatoką Half Moon, z punktem widokowym Shirley Heights, Nelson’s Dockyard oraz tzw. Old Road.
Ponieważ Antigua nie jest płaską łachą piachu, ma wiele wzgórz, czy klifów, oglądanie jej z góry to prawdziwa przyjemność. Co ważne są tu naprawdę piękne piaszczyste plaże, niektóre lepsze do pływania, inne pod kita, a inne do żeglowania. Warto wspomnieć, że szereg ludzi poruszających się po Karaibach wybiera właśnie ten sposób. Żeglowanie daje niesamowitą wolność, więc amatorów jachtów na wyspach Małych Antyli jest naprawdę dużo, a porty są pełne przepięknych jachtów, łodzi, motorówek czy wielkich łodzi motorowych.

stare młyny na wyspie

Podobnie jak wiele wysp na Karaibach, aż do lat 70tych gospodarka Antigui była oparta na uprawie trzciny cukrowej na plantacjach. Potem nastąpiło załamanie rynku cukru i biznes się skończył. Każda plantacja miała swój wiatrak (czasem więcej niż jeden), który miażdżył trzcinę aby uzyskać sok. W 1705 r. na wyspie było podobno 170 wiatraków, a wiele z wież pozostało, choć często są już w słabym stanie.
Obecnie wyspa żyje głownie dzięki turystyce. Oczywiście, że w dalszym ciągu są tu niewielkie uprawy tytoniu i trzciny cukrowej, owoców, głownie mango i gujawy, hoduje się też trzodę, więc mleka i wołowiny na wyspie nie brakuje, rybacy także mają swój wkład, bo spożycie ryb na wyspach jest wysokie, a nawet część połowów jest eksportowana.
Natomiast ciekawostką dla wielu może być fakt, że na wyspach karaibskich znajdują się filie amerykańskich uniwersytetów, głownie medycznych i weterynaryjnych, które generują spory przychód państwu. Jak możecie się domyślić są one dużo tańsze dla studentów. Na Antigua znajduje się American University of Antigua College of Medicine. Cieszy się sporą popularnością wśród studentów.

SAINT KITTS & NEVIS

Wyspa Saint Kitts i wyspa Nevis obecnie wchodzą w skład Federacji Saint Kitts i Nevis, stanowiąc niepodległe państwo. Jego głową jest…. Brytyjska Królowa 🙂
Obie wyspy nie przejawiają jakiegoś większego względem siebie entuzjazmu, wręcz odwrotnie, choć tworzą najmniejsze państwo Ameryki Środkowej i jedno z najmniejszych wyspiarskich państw świata, każda z wysp posiada prawie wszystko własne. Każda ma osobny parlament, władze, a nawet osobne znaczki pocztowe. Były już nawet próby rozdzielenia się wysp. Nevis będąca rajem podatkowym, niechętnie dzieląca się zyskiem z rejestracji spółek offshore’owych jest bardziej zdecydowana na ten rozłam.


Na St.Kitts przylecieliśmy z Antigua samolotem. St.Kitts ma 168 km² i ok 30 tys. mieszkańców. Potem na jeszcze mniejsze Nevis (93 km² i ok. 12 tys osób) popłynęliśmy promem. Wyspy są o tyle śmieszne, że większa ma kształt perły z maleńkim dołączonym wisiorkiem, a mniejsza jest prawie okrągła z górującym nad nią wysokim na 983 m wygasłym stożkiem wulkanicznym Mt Nevis.

Każda z nich ma swoją stolicę, do stolicy St.Kitts Basseterre, w skrócie Bastii, przypływają w sezonie turystycznym wielkie cruise linery, do stolicy Nevis, Charlestown można się dostać, jak już wspominałam, promem, motorówką czy żaglówką.

Jak możecie sobie wyobrazić Bastia to „wielki mały” port z licznymi wolnocłowymi sklepami, polującymi na klientów, ładny Plac Niepodległości z charakterystyczną wieżą zegarową pośrodku otoczoną kolonialnymi domkami oraz dwoma kościołami. Ot i całe miasto!

Będąc na wyspie warto obejrzeć okryty lekką niesławą Stone Fort. To miejsce gdzie ok 2000 Karaibów (lub Karibów) straciło życie. Dokładnie to było tak, że zasiedlona przez Francuzów i Brytyjczyków już w końcu XVI wieku wyspa, wcześniej zamieszkana była przez niezwykle walecznych Karaibów. Brytyjscy i francuscy osadnicy w 1626 roku postanowili pozbyć się indiańskiego problemu i zabili wszystkich nad Stone Fort River. Miejsce nazwano Bloody Point dla upamiętnienia zmasakrowania takiej ilości ludzi 🙁

Na wyspach, jak i na powyżej opisanej Antigua, uprawiano trzcinę cukrową, tu też są więc stożki kamiennych wiatraków i …. jest jeden punkt z bajecznym widokiem… Zobaczcie:

Piękna wijąca się miedzy wzgórzami droga i na samym końcu widoczna Nevis z wysokim Mt. Nevis ukrytym w lekkich chmurach.

Linia brzegowa St. Kitts jest bardzo urozmaicona, są plaże piaszczyste, ale daleko im do urody tych choćby z Antigua, o Dominikanie, czy Kubie nawet nie wspominając 🙂 . Jest też bardzo dużo klifów, plaż kamienistych i mnóstwo tzw. nieciekawych… 😉

Na jeden dzień wybraliśmy się na Nevis, trochę z ciekawości czy w obu miejscach będzie podobnie, czy jednak zupełnie inaczej, a trochę dlatego, że historia Nevis związana jest z Horatio Nelsonem słynnym brytyjskim admirałem i jego wielką miłością do Fanny Nisbet, wdowie z Nevis. Romans zaowocował najsłynniejszym ślubem na tejże wyspie!
Przypłynięcie promem do stolicy wyspy Charlestown jest dość spektakularne, gdyż miasteczko leży u stóp wielkiego masywu wulkanu.

Architektura jest prosta, domki kolorowe i urocze. Pod koniec XVIII wieku Charlestown było zarówno bazą marynarki wojennej jak i kurortem znanym z wód mineralnych. Znajdował się tu nawet „dom zdrojowy” tzw. Bath Hotel.
Budynkami godnymi uwagi są de facto dwa: Hamilton House, gdzie urodził się Alexander Hamilton, twórca amerykańskiej konstytucji, oraz pobliskie ruiny Montpelier Estate, gdzie ożenił się brytyjski bohater marynarki wojennej wyżej już wspominany admirał Horatio Nelson.

Muzeum Historii Nevis, miejsce urodzenia Alexandra Hamiltona

A co poza tym na wsypie?
Całkiem ładne plaże, kilka rozległych trawiastych boisk, na których grają w baseball dzieciaki, urocze mikro domki w karaibskich kolorach oraz kościoły i cmentarze z XVII i XVIII w.

Na przykościelnym cmentarzu znajduje się wiele nagrobków z nazwiskami pierwszych osadników Nevis. Pochodzą z 1649 roku. Jest tu też krypta, w której znajdują się szczątki Johna Hugginsa (1763-1821), założyciela Bath Hotel.
To już tyle na temat Federacji Saint Kitts i Nevis, gdyż kolejną wyspą na naszej trasie była niesamowita:

DOMINIKA

Dlaczego niesamowita? Może dlatego, że całkowicie wulkaniczna, dzika, z oszałamiającą przyrodą, czarnymi plażami, gorącymi źródłami, wodospadami, z trzema głównymi uniwersytetami: All Saints University of Medicine, Ross University of Medicine i University of the West Indies i niewielką stolicą Roseau.

To Dominika w paru słowach, które ją precyzyjnie opisują. To co jeszcze ciekawe to fakt, że ani mieszkańcy, ani turyści wcale nie lubią mieszkać na Dominice przy plażach! Tu im wyżej się mieszka tym lepiej. Jest mniej gorąco, a w klimacie tropikalnym zawsze szuka się ochłody. Najwyższy punkt wyspy na aż 1447 m 🙂 … jest się więc gdzie wspinać.

Wyspa jest niewielka, aczkolwiek w porównaniu z powyższymi i tak spora, bo zajmuje obszar 754 km, czyli ma mniej więcej 40 km długości i 20 km szerokości, a jeżdżenie po niej to prawdziwy rollercoster.

Sąsiadkami Dominiki są dwie Francuzki 🙂
na górze Gwadelupa, na dole Martynika

Bogactwo przyrody oszałamia, na niektórych drogach człowiek czuje się jak absolutnie niechciany gość, który tej wibrującej, nieujarzmionej przyrody nie rozumie, a może tylko ewentualnie jej zaszkodzić. W końcu dwie trzecie kraju pokrywa tropikalny, wiecznie zielony las, z mnóstwem lian oraz bogactwem storczyków, gdzie drzewa osiągają ponad 40 m wysokości. Ale są tu też tzw. lasy mgliste, położone najwyżej, gdzie panuje bardzo wysoka wilgotność powietrza, wskutek czego drzewa po korony są porośnięte epifitami: mszakami, paprociami czy lianami właśnie.

Ciekawostką geologiczną Dominiki jest Valley of Desolation – dolina wulkaniczna z aktywnymi gejzerami oraz Wrzące Jezioro. Duże nachylenie, wysoka temperatura i siarkowe wyziewy powodują, że niewiele roślin jest w stanie tu rosnąć, dlatego stanowi jedno z niewielu miejsc na wyspie z ubogą roślinnością. Samego jeziora nie widziałam, ale widzieliśmy aktywne gejzery i liczne wodospady.

A stolica Roseau?
Cóż wg mnie najlepiej prezentuje się z punktu widokowego położonego wysoko nad nią. Z pewnością są na Karaibach przyjemniejsze miasteczka niż Roseau. Z góry wygląda kolorowo, z bliska nie jest już tak „różowo”. To co ciekawe – to brak strefy bezcłowej. Praktycznie na każdej wyspie taka strefa ze sklepami się znajduje, a na Dominice nie. W zamian za to w Roseau są zwykłe stragany z pamiątkami. Miasteczko nie jest zbyt ładne, jest tu wiele starych i zaniedbanych budynków, zabudowa jest chaotyczna, stare miesza się z nowym, a ludzie wyglądają na mniej przychylnych i życzliwych.

Dla lekkiego usprawiedliwienia dodam tylko, że Karaiby będąc wiecznie narażonymi na huragany często doświadczają ich niszczycielskiej siły. Dominika ledwie przeżyła Huragan Maria w 2019 roku, gdy 90% budynków na wyspie uległo zniszczeniu i oceniono, że ekonomicznie będzie w stanie wrócić do stanu sprzed huraganu nie wcześniej niż po 3 latach 🙁
Wcześniej huragany nawiedziły ją w 2015, 2013 i 2010 roku, ale na szczęście żaden nie był tak groźny jak Maria.
Dlaczego huragany są tu aż tak groźne i częste?
Trzeba to dobitnie powiedzieć: winna jest zmiana klimatu. Ocieplenie prowadzi do łatwiejszego i częstszego formowania się groźnych burz na oceanach, a to nie jest dobry prognostyk dla wyspiarzy. Trzeba wiedzieć, że ciepła woda oceaniczna jest „paliwem” dla huraganu, napędzając go jak silnik. Im cieplejsza woda, tym większe „obroty silnika” i huragan rośnie w siłę.

Premier Dominiki Roosevelt Skerrit będąc na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ mówił bardzo wyraźnie, że ocieplenie klimatu spowodowało, że „W przeszłości przygotowywaliśmy się na jedną silną burzę rocznie. Teraz tysiące sztormów formuje się na wietrze na środku Atlantyku i uderza w nas z maksymalną siłą i furią”.

I tu pożegnamy się z Dominiką, by w następnym wpisie przeskoczyć na ….. Barbados 🙂
A potem na Santa Lucię, St. Vincent i Grenadyny, piękną Grenadę, a na koniec jeszcze na Trynidad i Tobago. Jeśli mi wena pozwoli to dodam jeszcze parę słów o Haiti, Bonaire i Curasao.

Stay tuned 🙂